~ Uwaga! Dla tolerancyjnych. Jeśli treść Cię razi, nie czytaj, nie komentuj - naciśnij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu.
Rozdział 1
Obudził
mnie brzęk naczyń dobiegający z kuchni. Zawyłem, zatykając uszy,
kiedy łoskot przypominający uderzanie patelnią o garnek nie
ustawał. Przykryłem głowę poduszką i zakląłem trzy razy w
pościel. Potem hałas ustał, a do moich uszu dochodziły już tylko
dźwięki muzyki, dobiegającej gdzieś z głębi domu. Zerknąłem
zaspanym wzrokiem na zegarek. Dziewiąta czternaście. Byłem już
czternaście minut spóźniony do liceum. To jeszcze nie tak źle.
Dzień jak co dzień.
Wstałem
i przeciągnąłem się, drapiąc leniwie po brzuchu. Poprawiłem
koszulkę piżamy i otwierając uchylone drzwi kopniakiem, wyszedłem
na korytarzyk prowadzący do kuchni. Drzwi rąbnęły z trzaskiem o
ścianę, a chwilę potem usłyszałem krzyk Simona:
-
Obudź ojca, bo zaśpi do pracy!
Posłusznie
skręciłem w lewo, zaglądając do sypialni. Uśmiechnąłem się,
widząc Daniela rozwalonego – inne określenie nie byłoby
wystarczająco dobitne – na pościeli. Nogi miał rozrzucone na
dwie strony, a lewa stopa wystawała mu spod kołdry. Nagi tors
mężczyzny unosił się, a z gardła wydobywało się donośne
chrapanie.
-
Wstawaj, śpiochu. – Potrząsnąłem go za ramię, ale on tylko
zamruczał coś przez sen. – No wstawaj!
Długa,
owłosiona noga wierzgnęła na bok, trafiając mnie w kolano.
Zawyłem, gniewnie oddając cios i kopiąc stopą w pośladek
Daniela. Ojciec zachłysnął się dziwnie i poderwał z łóżka.
-
Co się dzieje? – zapytał, rozbudzony. Potarłem kolano, marszcząc
czoło.
-
Śniadanie – odparłem krótko, chcąc odejść, obrażony, ale on
roześmiał się i zanim uciekłem, złapał mnie za boki i
przyciągnął do siebie.
-
Puszczaj! – krzyknąłem, wyrywając mu się, ale on już łaskotał
mnie w brzuch. Zaśmiałem się, przewalając na niego. Objął mnie
nogami, rechocząc mi do ucha. Złapałem poduszkę w jednorożce
należącą do Simona i trzepnąłem Daniela po głowie. Puścił
mnie, a potem goniliśmy się aż do drzwi kuchni, śmiejąc i
pokrzykując.
-
Wygrałem! – powiedział radośnie, na co ja pokręciłem głową i
pokazałem mu język. Odpowiedział tym samym, po chwili znikając w
drzwiach łazienki. Uśmiechnąłem się sam do siebie, człapiąc w
kierunku stołu kuchennego. Upadłem z westchnieniem na krzesło i
przeczesałem ręką rude włosy.
Tutaj
w powietrzu czuć było już bekon. Simon stał przy kuchence,
mieszając jajecznicę na patelni. Jedną rękę oparł na biodrze.
Miał na sobie tylko zabawną, czerwoną spódniczkę sięgającą do
połowy uda i wysokie, jaskrawozielone szpilki. Jego ulubione.
Odgarnął na nagie plecy długie, czarne włosy. To był jego
naturalny kolor, a ostatnio urozmaicił go trochę, robiąc sobie
jaskraworóżowe pasemka. Obaj z Danielem stwierdziliśmy, że
wygląda jak dziwka, ale on tylko się na to zaśmiał i powiedział,
że będą mu pasować do kostiumu króliczka, który zamówił na
Allegro. Owy zajączek posiada jakąś „dziurę”. Nie wiem, o co
chodzi, ale kiedy to słowo padło z ust Simona, Daniel uśmiechnął
się w taki sposób, że wolałem nie dociekać szczegółów.
-
Zawieziesz mnie dzisiaj do szkoły? – zapytałem, patrząc
bezmyślnie na idealnie wydepilowane nogi Simona. Mężczyzna obrócił
się i ruszył w moją stronę z porcją pokrojonych bułek. Bez
masła. Raany, nie mówicie, że Simon znowu wprowadza obowiązkową
dietę?
Omiotłem
spojrzeniem stolik przed sobą. Stał na nim arsenał pustych puszek
po piwie, walały się pojedyncze papierosy, brudne, papierowe
talerzyki i „Zmierzch” z porwaną okładką, którym ostatnio z
Danielem rzucaliśmy przez okno w sąsiadkę, która ćwiczyła
aerobik na tarasie. Simon stwierdził, że ma taką samą sukienkę
jak on, więc siłą rzeczy musieliśmy ją jakoś haniebnie ukarać.
Nie
zastanawiając się, zrzuciłem wszystko na ziemię. Było trochę
hałasu, ale Simon miał chociaż gdzie postawić bułki. Uśmiechnął
się, nalewając mi kawy.
-
Może weźmiesz taksówkę? – zaproponował. – Dam ci jakąś
kasę, ostatnio Daniel dostał podwyżkę – puścił do mnie oko,
odchodząc w kierunku patelni i ruszając zgrabnymi biodrami w rytm
„Highway to hell”, które rozbrzmiało w głośnikach
porozstawianych po całej kuchni.
-
A już myślałem, że całą kasę wydałeś na szpilki – odezwał
się Daniel, pojawiając się w drzwiach kuchni. Oparł się
nonszalancko o framugę. Spojrzenie jego lśniących, orzechowych
oczu przejechało po sylwetce Simona, który - nie odwracając się -
pokazał mu środkowy palec z paznokciem umalowanym na
ognistoczerwony kolor. Zawsze malował środkowe palce na inny kolor
niż pozostałe. Myślę, że robił to specjalnie, żeby móc je
potem pokazywać ludziom na ulicy i obserwować ich głupie miny.
-
Dzień dobry, skarbie – wyszeptał czule Daniel, podchodząc do
swojego partnera i lubieżnym gestem wsuwając dłoń pod jego
spódniczkę. Spojrzałem na nich i przez chwilę mignął mi
jednorożec, którego Simon miał wytatuowanego na lewym pośladku.
-
Co mamy na śniadanko? – zapytał pogodnie, nachylając się nad
patelnią. – Jedno jajko?
-
Możesz dostać dwa, jeśli chcesz – odparł Simon, szturchając go
biodrem w bok i uśmiechając się znacząco.
-
Muszę przyznać, że brzmi kusząco – wyszeptał mu do ucha,
obejmując go z obu stron ramionami. Przewróciłem oczami, słuchając
ich cichych westchnień i zalotnych pomrukiwań. Poczekałem, aż
przestaną się całować i tupiąc gniewnie nogą, zawołałem:
-
Wasz syn jest głooodny!
-
Nasz syn jest głodny – oznajmił spokojnie Daniel, nakładając
jajecznicę na trzy talerze i jeden z nich stawiając mi przed nosem.
Potargał moje włosy, uśmiechając się i siadając naprzeciwko.
Rozłożył poranną gazetę. Simon nastawił wodę na herbatę.
Czajnik zaczął szumieć, a ja atakowałem jajecznicę widelcem,
rozmyślając.
Wiem,
to może być dziwne – mieć dwóch ojców. W sumie, to kiedy byłem
mały, mówiłem do Simona „mamo”, ale z wiekiem stwierdziłem,
że to bez sensu. Nie był moją mamą, chociaż sam chyba czuł się
bardziej kobietą niż mężczyzną, co nikomu w domu nie
przeszkadzało. Był bardzo przystojny i ze swoimi długimi, chudymi
nogami mógłby zostać wziętym modelem, prezentując ubrania
zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Kiedyś nawet trochę na
tym dorabiał, ale większość czasu i tak poświęcał na
opiekowanie się mną. Na gotowaniu znał się jak wcale, ale miał
poczucie humoru i zawsze mi powtarzał, że mam być sobą – choćby
nie wiem co. Był jak kameleon i do każdego otoczenia i ludzi umiał
się dopasować. Zawsze to w nim podziwiałem. Tę elastyczność. I
to, z jak wielką dumą akceptuje fakt, że jest gejem, chociaż jego
rodzina go za to przeklęła i wyrzuciła z domu, kiedy miał
zaledwie piętnaście lat.
Daniel
natomiast był ucieleśnieniem mojego wyobrażenia o idealnym i
wzorowym mężczyźnie. Był przystojny, wysoki, rzadko się golił,
śmierdział tylko czasem, uwielbiał fast-foody, opiekował się mną
i Simonem, zawsze umiał pomóc, kiedy był jakiś problem, zarabiał
na nasze utrzymanie, umiał łagodzić spory i to zawsze do niego
chodziłem po papierosy. Zawsze też wtedy mówił mi, że są
niezdrowe i że dostanę raka, jak będę tyle palił. To dobry układ
– on pozwalał mi na wszystko, co chciałem robić, ale zawsze
uprzedzał mnie, co mi grozi. Dawał mi wybór. Inne dzieciaki w
szkole nie miały takich ojców. Cóż, matek też takich nie miały.
Często dlatego mi dokuczali, a ja… starałem się to znosić
równie dzielnie, jak Simon i Daniel znosili krzywe spojrzenia na
ulicy.
Daniel
przełknął ostatni kęs bułki i zaczął rozglądać się po
kuchni, szukając swoich długich spodni.
-
Kotku, nie prasowałeś ich czasem wczoraj? – zapytał, nie
odwracając się do Simona.
-
Nie, nie prasowałem – odparł spokojnie Simon i spojrzał na
Daniela krytycznym wzrokiem. – Poszukaj w tej stercie brudnych
skarpetek pod parapetem – polecił.
Daniel
zaczął przegrzebywać śmietnik, jaki mieliśmy na podłodze.
Wyglądał zabawnie. Jakoś utrzymywanie porządku nie należało do
rzeczy, które specjalnie lubiliśmy.
-
O – wyrwało się Danielowi, kiedy już znalazł spodnie. Jego
wzrok szybko powędrował w kierunku butelki Whisky, stojącej na
półce z przyprawami tuż koło jego prawej ręki. Wziął brudny
kieliszek ze zlewu i niczym się nie przejmując, nalał sobie do
pełna. – O tak – westchnął zadowolony, wypijając. Mlasnął i
zaśpiewał: - Whisky, moja żono, tyś najlepszą z dam! Już mnie
nie opuścisz – wrócił na miejsce przy stole i dopił poranną
kawę – już nie będę sam!
-
Wypraszam sobie – mruknął Simon, unosząc wysoko głowę i
patrząc pięknymi, niebieskimi oczami na uśmiechającego się
głupio Daniela.
-
Simon, mój mężu! Tyś najlepszym z dam! – zaśpiewał Daniel,
podchodząc do Simona i całując go w czoło. Mężczyzna
rozpromienił się, z zadowoleniem obciągając kusą spódniczkę. –
Lecę do pracy, zobaczymy się wieczorkiem, kochani!
Spojrzałem
za nim, kiedy wychodził z kuchni i nagle nie wytrzymałem. Czułem,
że jeśli nie powiem tego teraz, nigdy się już nie przemogę.
Wziąłem głęboki oddech i wypaliłem:
-
Chciałbym poznać moich biologicznych rodziców.
To
jedno zdanie było jak grom, który uderzył w nasze spokojne,
sielskie życie. Daniel zatrzymał się w pół kroku i odwrócił
się, patrząc na mnie całkiem oniemiałym wzrokiem. Simon pisnął
i zaczął przeklinać, zrzucając widelec na podłogę. Potem
zapanowała chwila grobowej ciszy, a za dwie kolejne sekundy Daniel i
Simon siedzieli już obaj naprzeciwko mnie z oczami jak pięć
złotych i miny mieli co najmniej zaniepokojone.
-
Wiedzieliśmy, że ten moment kiedyś nastąpi – zaczął ponurym
głosem Daniel, zaplatając palce obu dłoni razem. Simon skubał
nerwowo skórki przy swoich wypielęgnowanych paznokciach.
-
Nie podoba ci się u nas? – zapytał cicho, jakby śmiertelnie
przerażony. – Zrobiliśmy coś nie tak? – Jego niebieskie,
wielkie oczy zdawały się zbierać do płaczu.
-
Nie, nie, to nie tak! – zapewniłem szybko, łapiąc go za dłoń i
uśmiechając się z trudem. Chyba wcale go to nie uspokoiło.
Westchnąłem. Może przesadziłem? Może nie trzeba było ich
niepokoić? Trudno… jak już zacząłem temat, to trzeba przez to
przebrnąć.
-
Po prostu jestem ciekaw, jacy oni są. Już od dłuższego czasu
sporo nad tym rozmyślam. Ciekawi mnie, czy oboje są rudzi, a jak
nie, to które z nich ma jasne włosy. Czy moja mama piecze ciastka,
jak się ubiera, gdzie pracuje. Czy tata jest tak wysoki i przystojny
jak Daniel. – Wzruszyłem ramionami, patrząc to na Simona, to na
Daniela. – Chciałbym z nimi po prostu porozmawiać. Dowiedzieć
się, jak mają na imię i czemu… czemu mnie nie chcieli. –
Spuściłem głowę. – Macie do nich jakiś kontakt?
Simon
spojrzał niepewnie na Daniela, a Daniel spojrzał na niego. Potem
jego orzechowe spojrzenie spoczęło na mnie. Nie był już
przerażony, tylko spokojny i rozsądny jak zawsze. Cieszyło mnie
to, bo to on zawsze przejmował dowodzenie w tym domu.
-
Mamy. Myślę, że udałoby się zorganizować ci jakieś spotkanie z
nimi. Zajmę się tym. – Poluzował krawat i westchnął. Simon
przeczesał mu ręką ciemnie, krótkie włosy. – To chyba
zrozumiałe, że chcesz ich poznać – dodał, jakby tłumacząc to
samemu sobie.
Pokiwałem
ochoczo głową. Nie chciałem, żeby myśleli, że jestem z nimi
nieszczęśliwy czy coś w tym stylu. Po prostu… Wszyscy zawsze
mówili, że mam nienormalną rodzinę. Wszędzie słyszałem takie
określenia jak „dziwacy”, „cioty”, „pedały”. Miałem
tego już dosyć. Może gdybym był z moimi prawdziwymi rodzicami,
życie byłoby spokojniejsze? Choć na chwilę.
Daniel
wstał i pogłaskał Simona pocieszająco po kolanie. Odniosłem
jednak wrażenie, że obaj są na razie zbyt zaskoczeni i zagubieni,
żeby sobie nawzajem jakoś pomóc. Potem, nieco sztywnym krokiem,
poszedł w stronę drzwi, mrucząc coś o pracy. Po chwili drzwi
trzasnęły i ja z Simonem zostaliśmy sami. Mężczyzna był spięty
i odniosłem wrażenie, że uszedł z niego cały naturalny blask. Cholera, nie chciałem, żeby to ich bolało. Naprawdę nie chciałem.
Przed
blokiem zatrąbiła taksówka. To po mnie. Spojrzałem na Simona, a
on patrzył na mnie i nic nie mówił.
-
Simon? – wyszeptałem.
-
Shady? – odparł, wyginając kąciki ust w ledwo widocznym
półuśmiechu. Pochyliłem się i pocałowałem go w policzek,
uśmiechając się przepraszająco.
-
Nie martw się tym tak, dobrze? – poprosiłem go. – I tak was
kocham. Obu.
Simon
rozchmurzył się trochę na te słowa. Wstałem, zabrałem
pieniądze, które zostawił Daniel, złapałem za plecak i pobiegłem
do wyjścia.
A
on dalej siedział w kuchni, patrząc zmartwionym wzrokiem na
perłowobiały blat stołu.
~ I co myślicie? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi dotyczące tekstu, kulturalna krytyka również miłe widziana :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz