czwartek, 15 maja 2014

(Nie)normalność - rozdział 1

~ Uwaga! Dla tolerancyjnych. Jeśli treść Cię razi, nie czytaj, nie komentuj - naciśnij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu. 

Rozdział 1

    Obudził mnie brzęk naczyń dobiegający z kuchni. Zawyłem, zatykając uszy, kiedy łoskot przypominający uderzanie patelnią o garnek nie ustawał. Przykryłem głowę poduszką i zakląłem trzy razy w pościel. Potem hałas ustał, a do moich uszu dochodziły już tylko dźwięki muzyki, dobiegającej gdzieś z głębi domu. Zerknąłem zaspanym wzrokiem na zegarek. Dziewiąta czternaście. Byłem już czternaście minut spóźniony do liceum. To jeszcze nie tak źle. Dzień jak co dzień.
Wstałem i przeciągnąłem się, drapiąc leniwie po brzuchu. Poprawiłem koszulkę piżamy i otwierając uchylone drzwi kopniakiem, wyszedłem na korytarzyk prowadzący do kuchni. Drzwi rąbnęły z trzaskiem o ścianę, a chwilę potem usłyszałem krzyk Simona:
     - Obudź ojca, bo zaśpi do pracy!
Posłusznie skręciłem w lewo, zaglądając do sypialni. Uśmiechnąłem się, widząc Daniela rozwalonego – inne określenie nie byłoby wystarczająco dobitne – na pościeli. Nogi miał rozrzucone na dwie strony, a lewa stopa wystawała mu spod kołdry. Nagi tors mężczyzny unosił się, a z gardła wydobywało się donośne chrapanie.
     - Wstawaj, śpiochu. – Potrząsnąłem go za ramię, ale on tylko zamruczał coś przez sen. – No wstawaj!
Długa, owłosiona noga wierzgnęła na bok, trafiając mnie w kolano. Zawyłem, gniewnie oddając cios i kopiąc stopą w pośladek Daniela. Ojciec zachłysnął się dziwnie i poderwał z łóżka.
     - Co się dzieje? – zapytał, rozbudzony. Potarłem kolano, marszcząc czoło.
     - Śniadanie – odparłem krótko, chcąc odejść, obrażony, ale on roześmiał się i zanim uciekłem, złapał mnie za boki i przyciągnął do siebie.
     - Puszczaj! – krzyknąłem, wyrywając mu się, ale on już łaskotał mnie w brzuch. Zaśmiałem się, przewalając na niego. Objął mnie nogami, rechocząc mi do ucha. Złapałem poduszkę w jednorożce należącą do Simona i trzepnąłem Daniela po głowie. Puścił mnie, a potem goniliśmy się aż do drzwi kuchni, śmiejąc i pokrzykując.
     - Wygrałem! – powiedział radośnie, na co ja pokręciłem głową i pokazałem mu język. Odpowiedział tym samym, po chwili znikając w drzwiach łazienki. Uśmiechnąłem się sam do siebie, człapiąc w kierunku stołu kuchennego. Upadłem z westchnieniem na krzesło i przeczesałem ręką rude włosy.
     Tutaj w powietrzu czuć było już bekon. Simon stał przy kuchence, mieszając jajecznicę na patelni. Jedną rękę oparł na biodrze. Miał na sobie tylko zabawną, czerwoną spódniczkę sięgającą do połowy uda i wysokie, jaskrawozielone szpilki. Jego ulubione. Odgarnął na nagie plecy długie, czarne włosy. To był jego naturalny kolor, a ostatnio urozmaicił go trochę, robiąc sobie jaskraworóżowe pasemka. Obaj z Danielem stwierdziliśmy, że wygląda jak dziwka, ale on tylko się na to zaśmiał i powiedział, że będą mu pasować do kostiumu króliczka, który zamówił na Allegro. Owy zajączek posiada jakąś „dziurę”. Nie wiem, o co chodzi, ale kiedy to słowo padło z ust Simona, Daniel uśmiechnął się w taki sposób, że wolałem nie dociekać szczegółów.
     - Zawieziesz mnie dzisiaj do szkoły? – zapytałem, patrząc bezmyślnie na idealnie wydepilowane nogi Simona. Mężczyzna obrócił się i ruszył w moją stronę z porcją pokrojonych bułek. Bez masła. Raany, nie mówicie, że Simon znowu wprowadza obowiązkową dietę?
Omiotłem spojrzeniem stolik przed sobą. Stał na nim arsenał pustych puszek po piwie, walały się pojedyncze papierosy, brudne, papierowe talerzyki i „Zmierzch” z porwaną okładką, którym ostatnio z Danielem rzucaliśmy przez okno w sąsiadkę, która ćwiczyła aerobik na tarasie. Simon stwierdził, że ma taką samą sukienkę jak on, więc siłą rzeczy musieliśmy ją jakoś haniebnie ukarać.
     Nie zastanawiając się, zrzuciłem wszystko na ziemię. Było trochę hałasu, ale Simon miał chociaż gdzie postawić bułki. Uśmiechnął się, nalewając mi kawy.
     - Może weźmiesz taksówkę? – zaproponował. – Dam ci jakąś kasę, ostatnio Daniel dostał podwyżkę – puścił do mnie oko, odchodząc w kierunku patelni i ruszając zgrabnymi biodrami w rytm „Highway to hell”, które rozbrzmiało w głośnikach porozstawianych po całej kuchni.
     - A już myślałem, że całą kasę wydałeś na szpilki – odezwał się Daniel, pojawiając się w drzwiach kuchni. Oparł się nonszalancko o framugę. Spojrzenie jego lśniących, orzechowych oczu przejechało po sylwetce Simona, który - nie odwracając się - pokazał mu środkowy palec z paznokciem umalowanym na ognistoczerwony kolor. Zawsze malował środkowe palce na inny kolor niż pozostałe. Myślę, że robił to specjalnie, żeby móc je potem pokazywać ludziom na ulicy i obserwować ich głupie miny.
     - Dzień dobry, skarbie – wyszeptał czule Daniel, podchodząc do swojego partnera i lubieżnym gestem wsuwając dłoń pod jego spódniczkę. Spojrzałem na nich i przez chwilę mignął mi jednorożec, którego Simon miał wytatuowanego na lewym pośladku.
     - Co mamy na śniadanko? – zapytał pogodnie, nachylając się nad patelnią. – Jedno jajko?
     - Możesz dostać dwa, jeśli chcesz – odparł Simon, szturchając go biodrem w bok i uśmiechając się znacząco.
     - Muszę przyznać, że brzmi kusząco – wyszeptał mu do ucha, obejmując go z obu stron ramionami. Przewróciłem oczami, słuchając ich cichych westchnień i zalotnych pomrukiwań. Poczekałem, aż przestaną się całować i tupiąc gniewnie nogą, zawołałem:
     - Wasz syn jest głooodny!
     - Nasz syn jest głodny – oznajmił spokojnie Daniel, nakładając jajecznicę na trzy talerze i jeden z nich stawiając mi przed nosem. Potargał moje włosy, uśmiechając się i siadając naprzeciwko. Rozłożył poranną gazetę. Simon nastawił wodę na herbatę. Czajnik zaczął szumieć, a ja atakowałem jajecznicę widelcem, rozmyślając.
     Wiem, to może być dziwne – mieć dwóch ojców. W sumie, to kiedy byłem mały, mówiłem do Simona „mamo”, ale z wiekiem stwierdziłem, że to bez sensu. Nie był moją mamą, chociaż sam chyba czuł się bardziej kobietą niż mężczyzną, co nikomu w domu nie przeszkadzało. Był bardzo przystojny i ze swoimi długimi, chudymi nogami mógłby zostać wziętym modelem, prezentując ubrania zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Kiedyś nawet trochę na tym dorabiał, ale większość czasu i tak poświęcał na opiekowanie się mną. Na gotowaniu znał się jak wcale, ale miał poczucie humoru i zawsze mi powtarzał, że mam być sobą – choćby nie wiem co. Był jak kameleon i do każdego otoczenia i ludzi umiał się dopasować. Zawsze to w nim podziwiałem. Tę elastyczność. I to, z jak wielką dumą akceptuje fakt, że jest gejem, chociaż jego rodzina go za to przeklęła i wyrzuciła z domu, kiedy miał zaledwie piętnaście lat.
     Daniel natomiast był ucieleśnieniem mojego wyobrażenia o idealnym i wzorowym mężczyźnie. Był przystojny, wysoki, rzadko się golił, śmierdział tylko czasem, uwielbiał fast-foody, opiekował się mną i Simonem, zawsze umiał pomóc, kiedy był jakiś problem, zarabiał na nasze utrzymanie, umiał łagodzić spory i to zawsze do niego chodziłem po papierosy. Zawsze też wtedy mówił mi, że są niezdrowe i że dostanę raka, jak będę tyle palił. To dobry układ – on pozwalał mi na wszystko, co chciałem robić, ale zawsze uprzedzał mnie, co mi grozi. Dawał mi wybór. Inne dzieciaki w szkole nie miały takich ojców. Cóż, matek też takich nie miały. Często dlatego mi dokuczali, a ja… starałem się to znosić równie dzielnie, jak Simon i Daniel znosili krzywe spojrzenia na ulicy.
     Daniel przełknął ostatni kęs bułki i zaczął rozglądać się po kuchni, szukając swoich długich spodni.
     - Kotku, nie prasowałeś ich czasem wczoraj? – zapytał, nie odwracając się do Simona.
     - Nie, nie prasowałem – odparł spokojnie Simon i spojrzał na Daniela krytycznym wzrokiem. – Poszukaj w tej stercie brudnych skarpetek pod parapetem – polecił.
Daniel zaczął przegrzebywać śmietnik, jaki mieliśmy na podłodze. Wyglądał zabawnie. Jakoś utrzymywanie porządku nie należało do rzeczy, które specjalnie lubiliśmy.
     - O – wyrwało się Danielowi, kiedy już znalazł spodnie. Jego wzrok szybko powędrował w kierunku butelki Whisky, stojącej na półce z przyprawami tuż koło jego prawej ręki. Wziął brudny kieliszek ze zlewu i niczym się nie przejmując, nalał sobie do pełna. – O tak – westchnął zadowolony, wypijając. Mlasnął i zaśpiewał: - Whisky, moja żono, tyś najlepszą z dam! Już mnie nie opuścisz – wrócił na miejsce przy stole i dopił poranną kawę – już nie będę sam!
     - Wypraszam sobie – mruknął Simon, unosząc wysoko głowę i patrząc pięknymi, niebieskimi oczami na uśmiechającego się głupio Daniela.
     - Simon, mój mężu! Tyś najlepszym z dam! – zaśpiewał Daniel, podchodząc do Simona i całując go w czoło. Mężczyzna rozpromienił się, z zadowoleniem obciągając kusą spódniczkę. – Lecę do pracy, zobaczymy się wieczorkiem, kochani!
Spojrzałem za nim, kiedy wychodził z kuchni i nagle nie wytrzymałem. Czułem, że jeśli nie powiem tego teraz, nigdy się już nie przemogę. Wziąłem głęboki oddech i wypaliłem:
     - Chciałbym poznać moich biologicznych rodziców.
To jedno zdanie było jak grom, który uderzył w nasze spokojne, sielskie życie. Daniel zatrzymał się w pół kroku i odwrócił się, patrząc na mnie całkiem oniemiałym wzrokiem. Simon pisnął i zaczął przeklinać, zrzucając widelec na podłogę. Potem zapanowała chwila grobowej ciszy, a za dwie kolejne sekundy Daniel i Simon siedzieli już obaj naprzeciwko mnie z oczami jak pięć złotych i miny mieli co najmniej zaniepokojone.
     - Wiedzieliśmy, że ten moment kiedyś nastąpi – zaczął ponurym głosem Daniel, zaplatając palce obu dłoni razem. Simon skubał nerwowo skórki przy swoich wypielęgnowanych paznokciach.
     - Nie podoba ci się u nas? – zapytał cicho, jakby śmiertelnie przerażony. – Zrobiliśmy coś nie tak? – Jego niebieskie, wielkie oczy zdawały się zbierać do płaczu.
     - Nie, nie, to nie tak! – zapewniłem szybko, łapiąc go za dłoń i uśmiechając się z trudem. Chyba wcale go to nie uspokoiło. Westchnąłem. Może przesadziłem? Może nie trzeba było ich niepokoić? Trudno… jak już zacząłem temat, to trzeba przez to przebrnąć.
     - Po prostu jestem ciekaw, jacy oni są. Już od dłuższego czasu sporo nad tym rozmyślam. Ciekawi mnie, czy oboje są rudzi, a jak nie, to które z nich ma jasne włosy. Czy moja mama piecze ciastka, jak się ubiera, gdzie pracuje. Czy tata jest tak wysoki i przystojny jak Daniel. – Wzruszyłem ramionami, patrząc to na Simona, to na Daniela. – Chciałbym z nimi po prostu porozmawiać. Dowiedzieć się, jak mają na imię i czemu… czemu mnie nie chcieli. – Spuściłem głowę. – Macie do nich jakiś kontakt?
     Simon spojrzał niepewnie na Daniela, a Daniel spojrzał na niego. Potem jego orzechowe spojrzenie spoczęło na mnie. Nie był już przerażony, tylko spokojny i rozsądny jak zawsze. Cieszyło mnie to, bo to on zawsze przejmował dowodzenie w tym domu.
     - Mamy. Myślę, że udałoby się zorganizować ci jakieś spotkanie z nimi. Zajmę się tym. – Poluzował krawat i westchnął. Simon przeczesał mu ręką ciemnie, krótkie włosy. – To chyba zrozumiałe, że chcesz ich poznać – dodał, jakby tłumacząc to samemu sobie.
Pokiwałem ochoczo głową. Nie chciałem, żeby myśleli, że jestem z nimi nieszczęśliwy czy coś w tym stylu. Po prostu… Wszyscy zawsze mówili, że mam nienormalną rodzinę. Wszędzie słyszałem takie określenia jak „dziwacy”, „cioty”, „pedały”. Miałem tego już dosyć. Może gdybym był z moimi prawdziwymi rodzicami, życie byłoby spokojniejsze? Choć na chwilę.
     Daniel wstał i pogłaskał Simona pocieszająco po kolanie. Odniosłem jednak wrażenie, że obaj są na razie zbyt zaskoczeni i zagubieni, żeby sobie nawzajem jakoś pomóc. Potem, nieco sztywnym krokiem, poszedł w stronę drzwi, mrucząc coś o pracy. Po chwili drzwi trzasnęły i ja z Simonem zostaliśmy sami. Mężczyzna był spięty i odniosłem wrażenie, że uszedł z niego cały naturalny blask. Cholera, nie chciałem, żeby to ich bolało. Naprawdę nie chciałem.
     Przed blokiem zatrąbiła taksówka. To po mnie. Spojrzałem na Simona, a on patrzył na mnie i nic nie mówił.
     - Simon? – wyszeptałem.
     - Shady? – odparł, wyginając kąciki ust w ledwo widocznym półuśmiechu. Pochyliłem się i pocałowałem go w policzek, uśmiechając się przepraszająco.
     - Nie martw się tym tak, dobrze? – poprosiłem go. – I tak was kocham. Obu.
Simon rozchmurzył się trochę na te słowa. Wstałem, zabrałem pieniądze, które zostawił Daniel, złapałem za plecak i pobiegłem do wyjścia.
     A on dalej siedział w kuchni, patrząc zmartwionym wzrokiem na perłowobiały blat stołu. 


~ I co myślicie? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi dotyczące tekstu, kulturalna krytyka również miłe widziana :). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz